Mówił dziad do obrazu, a obraz ani razu

002216

Twórczość Zdzisława Beksińskiego to wizja świata w najbardziej ponurej postaci, jaką można sobie tylko wyobrazić. Obrazy tego niezwykłego malarza przepełnione są przerażającymi postaciami, ponurymi krajobrazami, przedmiotami, których przeznaczania można się tylko domyślać. Sugestywność i bogata symbolika odmalowanych wizji jest tak wielka, iż trudno o jakąkolwiek analizę i interpretację jakiegokolwiek dzieła, która mogłaby być uznana za jedyną słuszną. Za taką, o której można by powiedzieć: Właśnie to autor miał na myśli!

Zdzisław Beksiński nie nadawał swoim obrazom tytułów, malarz nie czynił od tej reguły wyjątków. Powyższe dzieło pochodzi z 1974 roku, a w środowisku badaczy nosi roboczy tytuł Kołyska. Ja również, w ślad za Piotrem Dmochowskim i jego kolegami, będę posługiwała się tą właśnie nazwą.

Swoją podróż do mrocznej wyobraźni Beksińskiego pragnę rozpocząć od prostego pytania: Co widzimy na przedstawionym obrazie? Kołyskę, to proste, ale co dalej? To, co kryje się pod niebieską peleryną niech na razie ukrywa się również pod pojęciem p o s t a c i. U płóz łóżeczka coś się płaszczy, po lewej jest to przedziwny cień, który zdaje się mieć kościste ramię, a nawet czaszkę. Po prawej natomiast kłębi się podobna czarna materia, której kończyny przywodzą na myśl nici pajęcze. Wydaje się, że owe stworzenie jest przytroczone za pomocą sznura do kółka wystającego ze ściany.
Spójrzmy teraz wzwyż. Na ścianie wisi c o ś. C o ś jest ukrzyżowane, ma na brzuchu krwistoczerwony krzyż laskowy, a na wysokości mostka znajduje się owalny turkusowy znak. Głowa c z e g o ś pozostaje niewidoczna, gdyż otacza ją chmara czarnych ptaków (wron, kruków?), które nadlatują z daleka, z głębi obrazu. A na sam koniec rzecz (być może) najważniejsza – napis wyryty na obtłuczonej ścianie:

IN HOC SIGNO VINCES
(łac. Pod tym znakiem zwyciężysz)

To właśnie od tego miejsca rozpocznę interpretację zdenotowanego przed chwilą dzieła. Inskrypcja kieruje nas wprost do postaci Konstantyna Wielkiego, który miał ujrzeć to zdanie umieszczone pod świetlistym krzyżem, jaki ukazał się władcy przed bitwą z Maksencjuszem – bitwą znaną jako starcie przy moście Mulwijskim. Rzecz działa się w 312 roku i miała zapoczątkować proces nawrócenia się cesarza na chrześcijaństwo. A zatem malarz najprawdopodobniej cytuje Vita Constantini lub inne podanie, w którym możemy natknąć się na opis wydarzenia z udziałem Konstantyna Wielkiego.

Tak więc napis podpowiada nam, w jakim duchu możemy (powinniśmy?) czytać obraz Beksińskiego. Kiedy już rozszyfrujemy łacińską inskrypcję, wiele z elementów dzieła zaczyna nabierać wymiaru symbolicznego.

Zatrzymajmy się teraz na kolejnym znaku – literze R wyrzeźbionej na kołysce. Przyznaję, że nie znalazłam odpowiedzi na pytanie, cóż mogłaby nam mówić ta spółgłoska. Pokusiłam się o stworzenie dwóch własnych teorii na ten temat, które być może nie są najtrafniejsze z możliwych, obie natomiast dają odpowiedź na to, kto złożony jest w dziecięcym łóżeczku (zakładając, że ktoś w ogóle tam leży).

Chi Ro

Chi Ro

Pierwsza, bardziej prawdopodobna z moich hipotez, każe doszukiwać się w zawijasowatej literze chrystogramu Chi Ro, będącego monogramem słowa Chrystus. Za taką interpretacją kryje się znów inskrypcja łacińska opisywana powyżej, gdyż Konstantyn Wielki, po ujrzeniu świetlistego krzyża, miał kazać umieścić na tarczach swych ludzi wspomniany właśnie chrystogram.

Druga z opcji jest natomiast wynikiem luźnych skojarzeń, związanych z samym wyglądem litery na kołysce. Przypomina mi ona bowiem symbol Polski Walczącej, co z kolei naprowadza mnie na sporo starszą od owego znaku teorię mesjanizmu, w myśl której kraj nasz miał się stać Chrystusem narodów. Jakkolwiek nieprawdopodobnie by to brzmiało, nie mam większych wątpliwości co do faktu, że tajemnicza litera zdradza nam, jaka postać leży w łóżeczku.

Za tym, by uznać literę R za symbol Chrystusa, przemawia również krzyż wyrzeźbiony na drugiej ze ścianek kołyski. Choć trudno dopatrzeć się szczegółów, myślę, iż z całą pewnością można stwierdzić, że do krzyża przybita jest jakaś osoba. Cały element (choć zaciemniony) jest kopią najpopularniejszego z modeli krzyży z postacią Chrystusa, jakie można spotkać praktycznie wszędzie.

Chciałabym teraz powrócić do inskrypcji. Pod t y m znakiem zwyciężysz. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, o jaki znak chodzi? Tu należy zwrócić uwagę, że jeden element pojawia się na obrazie dwukrotnie – powtarza się na kołysce i na ścianie obok napisu. Jest to krzyż. Tak więc t y m znakiem, podobnie jak w przypadku historii o Konstantynie Wielkim, jest symbol męki pańskiej, która była momentem triumfu Boga nad grzesznym rodzajem ludzkim – traktuje o tym m.in. 1 List do Koryntian. W tym samym liście możemy przeczytać:

Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć.

A więc ostatnim wrogiem Jezusa Chrystusa i wszystkich, którzy w niego wierzą, jak donosi święty Paweł, jest śmierć. Przypatrzmy się uważnie postaci w niebieskiej pelerynie. Zdaje się mieć ona ludzkie kształty, choć fragment dłoni, która sięga do wnętrza kołyski, jest zbyt chudy i zbyt blady, by mógł należeć do człowieka. Zakładając, że w łóżeczku spoczywa Boże Dziecię, kolor szat przywodzi na myśl Maryję Dziewicę. Jednak czy tak mogłaby wyglądać Matka wszystkich ludzi? Wychudzona, posępna postać o zakrytej twarzy, o ile w ogóle ową twarz posiada, gdyby ją przybrać w materię innego koloru – czarnego, byłaby niemalże sztandarowym przykładem personifikacji śmierci. Dostrzegam tu niemal cyniczną grę Beksińskiego z odbiorcą jego dzieła. Z jednej strony w postaci ujrzeć można matkę pielęgnującą swoje dziecko, z drugiej – antropomorficzną śmierć, która pochyla się nad Tym, którego kołyska naznaczona jest krzyżem.

A mary płaszczące się wokół płóz? Czyż nie mogłyby być którymiś z popleczników kostuchy? Chorobami, wojną – wiernymi towarzyszami swojej pani? Oto już bardzo daleko idące wnioski…

Na samym końcu pragnę pochylić się nad przedziwnym stworem ukrzyżowanym na ścianie. Podobnie jak w przypadku postaci w niebieskim, przypomina on kształtami człowieka, jednak do ludzkiego wyglądu bardzo wiele mu brakuje. Zupełnie jak w przypadku opiekunki kołyski, nie widzimy jego twarzy, gdyż zasłania ją chmara ptaków. Tak więc jest to kolejna postać odarta z tożsamości. Krzyż laskowy na brzuchu wyglądem przypomina piętno, czym jest turkusowy znak – tego nie potrafię stwierdzić. Choć ten element obrazu budzi we mnie największe wątpliwości, do przyjęcia wydaje się być teoria, iż jest to antropomorficzna (po raz kolejny) forma zła, grzechu, który spotyka kara – śmierć na krzyżu, stającym się nie tylko symbolem zwycięstwa, ale również narzędziem wykonania wyroku. Kruki i wrony, bo takie są pierwsze skojarzenia, kiedy myślimy o czarnych ptakach, w kulturze europejskiej symbolizują wojnę, śmierć, zarazę, czyli nie tak znowu daleko jesteśmy od Biblii, wystarczy wspomnieć symbolikę siedmiu pieczęci, które otwiera Baranek w Apokalipsie św. Jana.

Kołyska jest niewyobrażalną hiperbolą posępności, marności, śmiertelności nawet, wśród której możemy odnaleźć wątłą nadzieję – przepowiednię zwycięstwa. Mroczna wyobraźnia Beksińskiego podpowiedziała mu wizję, która za pomocą kilku zaledwie elementów opowiada i streszcza zarazem historię Jezusa Chrystusa. Rzeczą niezbędną w interpretacji obrazu jest łacińska inskrypcja, będąca drogowskazem, dokładną wskazówką co do tego, jak odczytywać oraz interpretować owo dzieło. Obok wyraźnie chrześcijańskiego krzyża na kołysce, to właśnie napis In hoc signo vinces każe skupić się na Biblii i jej metaforycznym świecie.

A po tej dokładnej i, mam nadzieję, w miarę prawdopodobnej analizie i interpretacji, pozwolę sobie cytatem z Dmochowskiego wyjaśnić tytuł mojego wpisu:

Wielu ludzi stara się zrozumieć co robi nad kołyską napis In hoc signo vinces („Pod tym znakiem zwyciężysz”). Wiele uczonych egzegez powstało na ten temat. Oczywiście ktokolwiek znał Beksińskiego, wiedział że ten napis NIC nie „znaczył”. Był sobie takim samym rekwizytem jak ptaki na murze czy potworki łaszące się przed kołyską. Beksiński często albo umieszczał jakiś napis albo jakąś cyfrę na obrazie, bez najmniejszej idei „znaczenia”. Po prostu tak mu „pasowało”, bo dany rekwizyt podkreślał tajemniczość lub tragizm atmosfery jaką Mistrz chciał stworzyć. Innego „znaczenia” tam nie było.
(cały tekst dostępny TUTAJ)

(autor: Kinga Mądraszewska)

Reklamy

5 uwag do wpisu “Mówił dziad do obrazu, a obraz ani razu

  1. Ewelina Greń pisze:

    To jest chyba problem naszego bloga. Do najlepszych wpisów nie ma komentarzy, bo trudniej komentować, kiedy nie ma się do czego przyczepić.
    I dzięki za uświadomienie mi istnienia Beksińskiego i mojej ignorancji w tej kwestii. 🙂

    Polubienie

  2. Agnieszka Dura pisze:

    Przyznam szczerze, że twoja wiedza czasami mnie przeraża ^^. Wpis bardzo wyczerpujący, ale jednocześnie czytelnik chce dowiedzieć się czegoś więcej. Podoba mi się bardzo zakończenie, niby tłumaczy, ale intryguje i zachęca do zgłębienia tematu. Tak jak napisała koleżanka: „trudniej komentować, kiedy nie ma się do czego przyczepić”. Trafne stwierdzenie. W sumie nie przychodzi mi na myśl, coś do czego bym się mogła przyczepić.

    Polubienie

  3. Zawsze oglądając ten obraz Beksińskiego nasuwała mi się jedna interpretacja – tak jak napisałaś, niebieska postać to śmierć, w kołysce jest nowe życie, na ścianie wisi Krzyż co według mnie jest jednoznaczne z postacią Chrystusa, jakkolwiek nie byłaby ona przedstawiona (przecież to artysta, może przedstawiać Boga, czy śmierć w dowolny sposób) a napis na ścianie uważam, że ma znaczenie i to kluczowe do interpretacji tego obrazu – człowiek, istota krucha od początku jest skazany na śmierć, która towarzyszy mu już od narodzenia, a jedynym ratunkiem, nadzieją na życie jest Chrystus, który pokonuję wspomnianą śmierć. Myślę, że symboliczne znaczenie ma też fakt, że scena umieszczona jest w czterech ścianach (możliwe, że to nadinterpretacja, bo widać tylko 2 ściany) – człowiek jest więźniem życia, tego świata, jest otoczony ze wszystkich stron, nie ma możliwości ucieczki, a dodatkowo na karku od najmłodszych lat czuje oddech kostuchy.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Bezimienny pisze:

    Moim zdaniem istotny jest fakt, że postać, która najpewniej przedstawia Jezusa Chrystusa, nie posiada głowy. Obraz lecących w jej kierunku ptaków zdaje się dopiero budować całego człowieka. Jezus Chrystus został ukrzyżowany biorąc na siebie całe zło świata (poprzez antropomorfizację zła w postaci lecących ptaków). Brak jakichkolwiek wykształconych mięśni (patrz: nogi, ręce) sugerują ogromny, wyniszczający wysiłek z ciężaru jaki na siebie przyjął. Ptaki ochoczo chcą dołożyć cierpienia Jezusowi, choć nieliczna garstka – siedzące na murze – nie uczestniczy w tym aktywnie, a jedynie biernie przyglądają się reszcie. Nie wykazują chęci obrony ukrzyżowanej postaci. Można domniemywać, że postać leżąca w kołysce jest również Jezusem Chrystusem. Mamy tu do czynienia z podwojoną postacią w zakrzywionej przestrzeni czasu. Urodził się pod znakiem krzyża, który będzie mu towarzyszyć przez resztę życia i pod tym znakiem również zginie (jeśli chodzi o ludzkie wrażenie śmierci). Śmierć jest zwycięstwem, ponieważ jest to przejście do Boga. Stąd napis.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s